czwartek, 8 maja 2014

Pokonując Demony swej duszy...

A więc zaczynamy! Jest to opowiadanie, które będzie kontynuowane w niedalekiej przyszłości.


Opowiadanie dla Izy, za to, że jakoś mnie popchnęła w stronę założenia tego bloga.




1 kwietnia 2050 roku.


- Kogo o tej godzinie niesie… - przeleciało przez myśl barmanowi, gdy zobaczył w drzwiach wysokiego mężczyznę o srebrnych włosach. Spod długiego, białego kołnierza, który nie pasował nawet do bordowego płaszcza, dało się zauważyć wpół zamknięte oczy. Powolnym krokiem podszedł do lady, po czym usiadł na krześle.
- Co podać? – spytał pracownik, sięgając z przyzwyczajenia po półlitrowy kufel.
- Poproszę deser truskawkowy… - nie zdążył dokończyć nieznajomy, kiedy przerwał mu śmiech.
- Deser truskawkowy? Phi! Może jeszcze herbatkę z cytrynką! To jest bar chłopcze! – zaczął szydzić barman, stawiając kufel tak mocno, że lekko pękło mu ucho.
- Chłopie, lepiej napij się piwa, zagraj z nami w karty, wszy… - zaczął mówić gość za plecami srebrnowłosego, lecz jemu też coś przerwało. Ale tym razem nie były to czyjeś słowa. Była to ważąca około dwóch gramów… kula z pistoletu. Mężczyzna w płaszczu wstał, trzymając pięknego Deagle 44’. Ktoś kiedyś powiedział, że gdyby Bóg nie miał piorunów, to sprawiłby sobie takie cacko. Dwanaście nabojów w magazynku, półautomatyczny. Najlepszy przyjaciel każdego włamywacza. Na twarzy nieznajomego panował całkowity spokój.
- A więc nie myliłem się, czując obecność Demonicznej Krwi w tym miejscu… - wypowiedział bez żadnych emocji, lecz widać było, że w głębi duszy się cieszy. Cieszy z tego, że zniszczy jeszcze więcej demonów. Wtem drugi gość okazał swą prawdziwą postać. Czerwone oczy spoglądały spod długich, błękitnych włosów. Między buszem na głowie można było dostrzec małe kolce. Właściwie tylko tym różnił się od zwykłego człowieka.
- Jak się zwiesz, Pogromco Demonów? – zwrócił się z niemałym szacunkiem do zabójcy jego przyjaciela.
- Ja? Dante, miło cię poznać…
- Jam jest Markusus Hidevirus V, najlepszy z Łowców w Limbo… - odrzekł stwór, po czym… znikł. Lekko zdezorientowany Dante zaczął się rozglądać po obskurnym lokalu. Nagle na jego twarz powrócił uśmiech. Wyciągnął lekko lewą rękę, po czym gwałtownie chwycił nią dłoń pokraki. Ten, stojąc za nim, niesamowicie się zadziwił.
 - Jeśli jesteś najlepszy, to mam szczęście. Nie wiedziałem, że tak łatwo pójdzie mi z pokonaniem Łowcy. Swoją drogą, następnym razem bardziej maskuj swoją Energię Duchową… - te słowa brzmiały jak szept. Zagłuszył je wystrzał z pistoletu. – To moja Irivini, w domu mam jeszcze Shinivini. A to… To mój Exequito… - dodał, pokazując wpierw barmanowi Deagle. Następnie wystawił prawą dłoń do przodu. Rozbłysło tylko żółte światło, kiedy właściciel baru miał już ostrze Zabójcy Dusz w piersi.
- Khy… Dante, kim ty do khy… Kim ty do cholery jesteś? – spytała ostatnia ofiara Pogromcy Demonów. – Żaden człowiek… Nawet Anioł nie jest… Khy khy… W stanie zabić Demona…
- Ja? Jestem tylko Niphinistro, jedyne dziecko Anioła i Demona na świecie… - odrzekł ze spokojem w głosie, zakładając pistolet za pas. Jego miecz nagle rozpłynął się w powietrzu. Obcierając rękaw z krwi ruszył ku wyjściu. – Pamiętaj, kiedy się odrodzisz, radzę Ci mieć deser truskawkowy…

***

2 kwietnia, 2050 roku.


Poranek był dosyć zimny jak na jesień. W wielkiej i akustycznej Sali można było usłyszeć dźwięk obijających się o siebie bil bilardowych. Biała stuknęła w żółtą, ta zaś wpadła do dziury.
- No dobra, powiedz mi jeszcze raz, co tu robi ta dziewczyna? – spytał zdenerwowany lekko Dante, wskazując na Isabellę, szesnastoletnią dziewczyną chodzącą po pokoju.
- To medium… Wiesz co to oznacza, prawda? Potrafi przeniknąć z tego świata do Limbo. Ty też już tam kiedyś byłeś… - odrzekł mężczyzna, koło pięćdziesiątki, właściciel apartamentu. Nazywał się Antonio, pochodził z Hiszpanii, do Ameryki trafił ze swoimi rodzicami, w ucieczce przed prześladowaniem w roku 2009. Mieszka tu już 41 lat.
Lecz czym jest Limbo? To świat alternatywny, to tam demony przechodzą na naszą stronę. Dante już raz był po tamtej stronie. Trzy lata temu, kiedy osiągnął tą magiczną granicę pełnoletniości, miał wypadek samochodowy. Jego ciała nie znaleziono jednak we wraku auta, któro wylądowało na drzewie przy szosie. Pewien Anioł, który został wysłany Limbo za karę, wciągnął go tam. Gdy ten się obudził, zobaczył niebiańską istotę siedzącą na kamieniu, nad jakąś przepaścią. W oddali słychać było ryki, coś jakby płacz pełen nienawiści, zła.
- Obudziłeś się już… - rzekł wybawiciel Dantego. Jego głos był łagodny, niesamowicie czysty i przyjemny.
- Gdzie ja jestem? Dlaczego mnie uratowałeś? Kim TY jesteś?! – zaczął zasypywać pytaniami całkowicie rozkojarzony dwudziestolatek. Anioł zaczął opowiadać mu swą historię. O tym jak został posądzony o zdradę, wysłany do Limbo i o tym, jak potrafi przeciągać ludzi na drugą stronę. Lecz skończmy z takimi wspominkami! Wróćmy do teraźniejszości.
- Czemu nie jest z rodziną? – spytał białowłosy, odkładając kij do bilardu.
- Rodziną? To tak, jakbym ja zapytał Ciebie, czemu nie jesteś z matką lub ojcem. Ona nie ma nikogo…
- Skąd ją zabrałeś? – wypytywał Dante, wciąż obserwując dziewczynę włóczącą się po pokoju.
- Trafiłem na nią przypadkiem. Wczoraj, kiedy wracałem ze sklepu, usłyszałem wołanie o pomoc z bocznej uliczki. Zanim tam dobiegłem, Isabella wyskoczyła jak poparzona. Zaraz za nią biegli Traperzy, nie miałem więc problemów z pokonaniem ich. Dwa celne rzuty i już padali pod ciężarem moich noży. Ta czarna od razu się do mnie przyczepiła… Nie mogłem jej tak zostawić…
- No dobra, niech będzie… Ty, młoda! – podniósł lekko głos białowłosy. – Czuj się tu jak u siebie, ale pamiętaj, jak będziemy pracować, to staraj się nie wtrącać…
- T-tak, proszę pana! – odrzekła Isabella z lekkim strachem.

-Tylko nie „proszę pana”, tylko nie to… Mów mi Dante…

Za poświęcenie czasu i przeczytanie dziękuję, krytykę przyjmuję na klatę, ha!

1 komentarz: