Opowiadanie dla Izy, za to, że jakoś mnie popchnęła w stronę założenia tego bloga.
1 kwietnia 2050 roku.
- Kogo o tej godzinie niesie… -
przeleciało przez myśl barmanowi, gdy zobaczył w drzwiach wysokiego mężczyznę o
srebrnych włosach. Spod długiego, białego kołnierza, który nie pasował nawet do
bordowego płaszcza, dało się zauważyć wpół zamknięte oczy. Powolnym krokiem
podszedł do lady, po czym usiadł na krześle.
- Co podać? – spytał pracownik,
sięgając z przyzwyczajenia po półlitrowy kufel.
- Poproszę deser truskawkowy… -
nie zdążył dokończyć nieznajomy, kiedy przerwał mu śmiech.
- Deser truskawkowy? Phi! Może
jeszcze herbatkę z cytrynką! To jest bar chłopcze! – zaczął szydzić barman,
stawiając kufel tak mocno, że lekko pękło mu ucho.
- Chłopie, lepiej napij się piwa,
zagraj z nami w karty, wszy… - zaczął mówić gość za plecami srebrnowłosego,
lecz jemu też coś przerwało. Ale tym razem nie były to czyjeś słowa. Była to
ważąca około dwóch gramów… kula z pistoletu. Mężczyzna w płaszczu wstał,
trzymając pięknego Deagle 44’. Ktoś kiedyś powiedział, że gdyby Bóg nie miał
piorunów, to sprawiłby sobie takie cacko. Dwanaście nabojów w magazynku,
półautomatyczny. Najlepszy przyjaciel każdego włamywacza. Na twarzy
nieznajomego panował całkowity spokój.
- A więc nie myliłem się, czując
obecność Demonicznej Krwi w tym miejscu… - wypowiedział bez żadnych emocji,
lecz widać było, że w głębi duszy się cieszy. Cieszy z tego, że zniszczy
jeszcze więcej demonów. Wtem drugi gość okazał swą prawdziwą postać. Czerwone
oczy spoglądały spod długich, błękitnych włosów. Między buszem na głowie można
było dostrzec małe kolce. Właściwie tylko tym różnił się od zwykłego człowieka.
- Jak się zwiesz, Pogromco
Demonów? – zwrócił się z niemałym szacunkiem do zabójcy jego przyjaciela.
- Ja? Dante, miło cię poznać…
- Jam jest Markusus Hidevirus V,
najlepszy z Łowców w Limbo… - odrzekł stwór, po czym… znikł. Lekko
zdezorientowany Dante zaczął się rozglądać po obskurnym lokalu. Nagle na jego
twarz powrócił uśmiech. Wyciągnął lekko lewą rękę, po czym gwałtownie chwycił
nią dłoń pokraki. Ten, stojąc za nim, niesamowicie się zadziwił.
- Jeśli jesteś najlepszy, to mam szczęście.
Nie wiedziałem, że tak łatwo pójdzie mi z pokonaniem Łowcy. Swoją drogą,
następnym razem bardziej maskuj swoją Energię Duchową… - te słowa brzmiały jak
szept. Zagłuszył je wystrzał z pistoletu. – To moja Irivini, w domu mam jeszcze
Shinivini. A to… To mój Exequito… - dodał, pokazując wpierw barmanowi Deagle.
Następnie wystawił prawą dłoń do przodu. Rozbłysło tylko żółte światło, kiedy
właściciel baru miał już ostrze Zabójcy Dusz w piersi.
- Khy… Dante, kim ty do khy… Kim
ty do cholery jesteś? – spytała ostatnia ofiara Pogromcy Demonów. – Żaden
człowiek… Nawet Anioł nie jest… Khy khy… W stanie zabić Demona…
- Ja? Jestem tylko Niphinistro,
jedyne dziecko Anioła i Demona na świecie… - odrzekł ze spokojem w głosie,
zakładając pistolet za pas. Jego miecz nagle rozpłynął się w powietrzu.
Obcierając rękaw z krwi ruszył ku wyjściu. – Pamiętaj, kiedy się odrodzisz,
radzę Ci mieć deser truskawkowy…
***
2 kwietnia, 2050 roku.
Poranek był dosyć zimny jak na
jesień. W wielkiej i akustycznej Sali można było usłyszeć dźwięk obijających
się o siebie bil bilardowych. Biała stuknęła w żółtą, ta zaś wpadła do dziury.
- No dobra, powiedz mi jeszcze
raz, co tu robi ta dziewczyna? – spytał zdenerwowany lekko Dante, wskazując na
Isabellę, szesnastoletnią dziewczyną chodzącą po pokoju.
- To medium… Wiesz co to oznacza,
prawda? Potrafi przeniknąć z tego świata do Limbo. Ty też już tam kiedyś byłeś…
- odrzekł mężczyzna, koło pięćdziesiątki, właściciel apartamentu. Nazywał się
Antonio, pochodził z Hiszpanii, do Ameryki trafił ze swoimi rodzicami, w
ucieczce przed prześladowaniem w roku 2009. Mieszka tu już 41 lat.
Lecz czym jest Limbo? To świat
alternatywny, to tam demony przechodzą na naszą stronę. Dante już raz był po
tamtej stronie. Trzy lata temu, kiedy osiągnął tą magiczną granicę
pełnoletniości, miał wypadek samochodowy. Jego ciała nie znaleziono jednak we
wraku auta, któro wylądowało na drzewie przy szosie. Pewien Anioł, który został
wysłany Limbo za karę, wciągnął go tam. Gdy ten się obudził, zobaczył
niebiańską istotę siedzącą na kamieniu, nad jakąś przepaścią. W oddali słychać
było ryki, coś jakby płacz pełen nienawiści, zła.
- Obudziłeś się już… - rzekł
wybawiciel Dantego. Jego głos był łagodny, niesamowicie czysty i przyjemny.
- Gdzie ja jestem? Dlaczego mnie
uratowałeś? Kim TY jesteś?! – zaczął zasypywać pytaniami całkowicie
rozkojarzony dwudziestolatek. Anioł zaczął opowiadać mu swą historię. O tym jak
został posądzony o zdradę, wysłany do Limbo i o tym, jak potrafi przeciągać
ludzi na drugą stronę. Lecz skończmy z takimi wspominkami! Wróćmy do
teraźniejszości.
- Czemu nie jest z rodziną? –
spytał białowłosy, odkładając kij do bilardu.
- Rodziną? To tak, jakbym ja
zapytał Ciebie, czemu nie jesteś z matką lub ojcem. Ona nie ma nikogo…
- Skąd ją zabrałeś? – wypytywał
Dante, wciąż obserwując dziewczynę włóczącą się po pokoju.
- Trafiłem na nią przypadkiem.
Wczoraj, kiedy wracałem ze sklepu, usłyszałem wołanie o pomoc z bocznej
uliczki. Zanim tam dobiegłem, Isabella wyskoczyła jak poparzona. Zaraz za nią
biegli Traperzy, nie miałem więc problemów z pokonaniem ich. Dwa celne rzuty i
już padali pod ciężarem moich noży. Ta czarna od razu się do mnie przyczepiła…
Nie mogłem jej tak zostawić…
- No dobra, niech będzie… Ty,
młoda! – podniósł lekko głos białowłosy. – Czuj się tu jak u siebie, ale
pamiętaj, jak będziemy pracować, to staraj się nie wtrącać…
- T-tak, proszę pana! – odrzekła Isabella z lekkim
strachem.
-Tylko nie „proszę pana”, tylko
nie to… Mów mi Dante…
Za poświęcenie czasu i przeczytanie dziękuję, krytykę przyjmuję na klatę, ha!
ZAJEBISTE!
OdpowiedzUsuń