czwartek, 15 maja 2014

Poradniki DRAGONIC RTV AGD część druga: Gobliny i gnomy!

Witam! Czy wy tez macie dość gnomów i goblinów, pałętających się po waszym ogródku, w piękny, słoneczny dzień? Spokojnie! Mamy już rozwiązanie tego problemu! Schowajcie miecze, łuki, różdżki! To czas, na kolejny poradnik Dragonic RTV AGD!


1. Po pierwsze powinniśmy odnaleźć ich norę! Będzie to jakaś dziura w ziemi, najczęściej pod drzewem. Warto zapamiętać jej położenie, będzie nam niezbędne do kolejnych kroków. Nie należy jednak zbliżać się do niej na bliżej, niż trzy metry! Grozi porwaniem, gwałtem, kradzieżami a nawet amputacją kończyn! Gobliny i gnomy to, wbrew pozorom, nie takie spokojne istotki… Potrafią odgryźć palec jednym machnięciem szczęki!

2. Teraz należy usunąć z obszaru około dziesięciu metrów kwadratowych, wszystkie zwierzęta (no może nie szczeniaczki). Będzie to lekki atak z zaskoczenia: Wrzucamy im do dziupli gaz łzawiący, po którym powinny wyjść albo uciec, zależy od gatunku i samej broni (gwarancję zapewnia GAZonator 18kt1tjelkom, do kupienia za jedyne dwadzieścia srebrników!). Po rzuceniu poczekajmy jeszcze dziesięć minut, tak dla pewności. Jeśli nadal słyszymy odgłosy i śmiechy, czas na realizację kroku trzeciego.

3. Dobrym sposobem może okazać się zakupienie AK-47K, czyli magicznych belek drewnianych. Rozstawiamy je w promieniu pięciu metrów, odsuwamy się i wypowiadamy zaklęcie: Maka Paka Fą Pampa Ri Ri Di Ri Dą. To powinno je wystraszyć na śmierć! Jeśli rozkopalibyśmy wtedy norę zobaczylibyśmy ich martwe ciała! To się opłaca! Ale jeśli NAWET to nie zadziała, przejdziemy do kolejnego kroku.

4. No to teraz będzie śmiertelnie niebezpiecznie… Musimy zakupić/przygarnąć/zaadoptować/ stworzyć… Małego kotka! Jego słodycz zabija ludzi, a co dopiero stwory pokroju goblinów! Jedynym wymogiem jest codzienna zabawa z nim, jeśli nie będziemy tego przestrzegać, to broń nam ucieknie, albo się rozleniwi, a po tym nie będzie miała ochoty na polowanie! A teraz wyjaśnienie słowa „polowanie”, użytego w tym kroku. Nie jest to coś w stylu rzucenia się na przeciwnika i wyrwania mu oczu. To raczej ocieranie się o nogi, ręce, wszystko, co tam gnomiaste posiadają. Po takim ataku nikt by nie wytrzymał. A kiedy już będą ślinić się nad sierciuchem, my, korzystając z kupionej już sieci rybackiej KGB2000, łapiemy je! A co potem zrobimy – to już od was zależy!

5. Uważajcie i chrońcie swoje kostki i nadgarstki! Czasem lubią zostać ofiarami goblinów i gnomów! Jak się wgryzą, to gratuluję lekarzowi, który wyciągnie przynajmniej jeden kieł z ciała. Szkodniki te lubią dodatkowo podrapać w okolicach krocza, więc kobiety bardziej nadają się do ich wykurzania. Chyba że to te dni, wtedy mężczyźni mogą nawet poświęcić swoje klejnoty rodowe.  Można oczywiście kupić ochraniacz amortyzujący, ale jest on bardzo drogi… Lecz nie u nas! W Dragonic RTV AGD dostaniecie taki sprzęt za jedyne… osiemnaście miedziaków!

6. Nie zasypiajmy przy wykonywaniu pracy! Może się to okazać strasznie niebezpieczne! W najlepszym przypadku stracimy portfel, w najgorszym – samochód, rodzinę, dom i życie! JEDNOCZEŚNIE! Pamiętajcie – sen nie jest waszym przyjacielem! A od goblinów traperów trzymajcie się z daleka! Jak przy takim zaśniecie, to może wam nawet ukraść włosy łonowe!

7. Wszystkie produkty z tego poradnika można zakupić w naszych sklepach! GAZonator 18kt1tjelkom za jedyne dwadzieścia srebrników, Kieszonkowa Sieć KGB2000 za dwanaście złociszów, Belka Drewniana AK-47K (cały komplet) za osiem miedziaków, Ochraniacz „Dziewiczek v58” za fenomenalną cenę OSIEMNASTU MIEDZIAKÓW! Niech ktoś powie, że to się nie opłaca!



Ze względu na wymieranie drzew, ceny beli drewnianej mogą ulec zmianie. Dragonic RTV AGD życzy udanych zakupów!

poniedziałek, 12 maja 2014

Demony są w nas samych - zakończenie.

I tak oto Demoniczne opowiastki zostają "zawieszone". Nie będzie tu już więcej przygód Dante i Isabelli, ale może kiedyś wrócą, tym razem z innymi bohaterami...


***

25 sierpnia 2051 roku.


- Gdzie jesteś… - powtarzał cicho Dante, kręcąc się dookoła małego pokoju z pistoletami w rękach. Gdzieś tutaj skrył się Munchado, jeden z dziesięciu Łowców przysłanych z Limbo. Ich kapitan wysłał oddział, aby zbadać środowisko dwudziestolatka. Chciał wiedzieć jak najwięcej na jego temat, gdzie mieszka, jaką ma datę urodzin, skąd pochodzi, jaki ma numer buta… Lecz nie zostało ich zbyt wielu. Ośmiu już nie żyło, a w magazynku Irivini zostały tylko cztery naboje… Z lewej strony jakiś szmer, szybkie pociągnięcie za spust i w ścianie pozostała dziura po kuli. – Gdzie on jest…
Nagle coś mignęło na suficie. Z góry spadła pokraka, rzucając się na srebrnowłosego. Ten, powalony przez przeciwnika, upuścił pistolet. Lecz na jego twarzy wymalował się uśmiech.
- Exequito, przybądź… - wyszeptał. Gdzieś z góry spadł Zabójca Dusz. Przebił on demona w okolicy brzucha lecz zatrzymał się tuż przed ciałem Dante. Potwór powoli się rozpadał, ostrze znikało a Pogromca był już wolny. – ISABELLA! SŁYSZYSZ MNIE! – krzyknął, oczyszczając się z prochu.
-Nie musisz mówić tak głośno, słyszę Cię doskonale… - odrzekł głos znikąd. Przed mężczyzną pojawiła się jasna brama w kształcie półkola. Po drugiej stronie ujawniał się apartament, w którym mieszkała cała grupka, lecz coś powstrzymało go od przejścia. Dłoń, która trzymała jego bark, szpony, wbijające się w ciało. Coś było nie tak… To nie był kolejny, zwykły demon…
Ból. Wielki ból w miejscu brzucha. Przedramię stwora, przechodzące przez tułów Dante jak przez masło. I chichot. Złowrogi chichot zza pleców dwudziestolatka. Ciało, już się nie poruszające, upadło na podłogę. Krew wyciekała dosyć szerokim strumieniem z ogromnej rany. Isabella stała po drugiej stronie. Widziała wszystko. Ale najgorsze miało się dopiero wydarzyć…
Ciemna aura gromadziła się nad mężczyzną. Jego rana przestawała krwawić, włosy stawały się czarne. Otworzył oczy, które zabarwiły się na kolor pomarańczowy. Ryk z jego ust ogłuszył oponenta.
Błysk. Dante zniknął. Kolejny mig światła. Stał za demonem, trzymając w ręce mecz. Zwinnym ruchem odciął dłoń przeciwnika. Znów coś błysnęło! Pojawił się przed potworem, przebijając mu Łańcuch Losu. Ale jak? Normalnie, przeszył go ostrzem na wylot. Nieprzyjaciel upada, siwowłosy się nad nim nachyla.
- Pogro… EKHU… Pogromco, muszę Ci coś powiedzieć… - rzekł demonicznym głosem wróg.
- O co chodzi? Mów… - odrzekł, podobnym głosem, Dante.
- Uważaj… Nie wszyscy są tymi, za kogo się podają…
Demoniczne zwłoki zniknęły. Mężczyzna obudził się w objęciach dziewczyny.
- Nigdy. Więcej. Tego. Nie. Rób. – powiedziała stanowczo czarnowłosa, lekko ocierając łzy ze swoich policzków…

***

7 grudnia 2051 roku.


Huk! Coś pękło w korytarzu! Dante wyskakuje z niego szybko, obejmując Isabellę. Za nimi słychać donośny śmiech… Jakiś taki demoniczny śmiech…
- Hej! Nic ci nie jest?! - krzyknął przerażony mężczyzna do dziewczyny. Była ledwo przytomna, miała dwie rany kute w okolicach brzucha. Jedna mocno krwawiła. – Spokojnie, musisz przeżyć… Uratuję cię…
- Niphinistro! Nie odwracaj wzroku od przeciwnika! – ryknął Madlock, wielki, kościsty facet koło trzydziestki. W dłoni zaciskał coś jakby miecz połączony z lancą. Dwa wielkie rogi odstawały po bokach jego głowy. Przebity brzuch mu nie przeszkadzał, w końcu już znał Dante na tyle długo, żeby przewidzieć ataki jego Zabójcy Dusz. Ten brzuch był specjalnie na to przygotowany. Wzmacniany przez kilka warstw demonicznej skóry wytrzyma każdy atak, a po walce z Exequito automatycznie zacznie się regenerować. Lecz skąd on znał Dante aż tak dobrze? Otóż jest to prawdziwa forma naszego starego znajomego, pana Antonio.
- Dlaczego? Byłeś jedną z nielicznych osób, której mogłem zaufać… Dlaczego? – pytał siwowłosy.

- Hahaha! Pamiętaj o tym, co ci kiedyś powiedziałem! – odrzekł stwór. – Prawdziwe DEMONY kryją się w nas samych! – nacisnął najmocniej na słowo demony. To prawda, on wydawał się dosyć dziwny, ale żeby był zdrajcą?
 Z rany na czole Dantego ściekały gęste krople bordowej krwi. Jego miecz został w pokoju z bilardem, wbity w ścianę. Pistolety miały już ostatnie cztery naboje. Nie miał szans tego wygrać a na pewno nie… 

Na pewno nie w TEJ formie…

- Demony są w nas samych? Masz rację… - wyszeptał z nienawiścią w głosie. Oprócz nienawiści dało się tam wyczuć coś jeszcze. Dało się tam wyczuć chęć mordu… Otworzył oczy, które zmieniły zabarwienie na ciemnopomarańczowe. Jego włosy zmieniały powoli kolor na czarny. Ręce stawały się jakby bardziej umięśnione. – Pamiętaj o tym, że ja także mam swą demoniczną „wersję”… Błysk! Dante pojawia się za przeciwnikiem po czym wbija mu otwartą dłoń w miejsce Łańcucha Losu. Kolejny błysk! Tym razem pojawia się przed wrogiem, atakując go z mocnego lewego sierpowego. Łapie go za niby-miecz i lekko wygina nadgarstek. Palce Madlocka słabną… Puścił go! Znów błysk! Dante stoi około krok od demona. Jeden mocny zamach mieczem i… Co?! Miecz znika?! Siwowłosy zdziwiony spogląda swym demonicznym wzrokiem na oponenta.
- Zdziwiony, co? Nie zabijesz mnie moją własną bronią!
Dante nie ma wyboru. Wykorzystuje ostatni błysk i sekundę później wraca ze swym kochanym Exequito. Pchnięcie od frontu – przecina mu Węzeł Wspomnień! Kolejny atak, na plecy – masakruje jego Czarny Rdzeń! Ostatni, decydujący atak – jednym, porządnym cięciem dekapituje wroga. Wtem upuszcza oręż. Pada na kolana i wraca do poprzedniej formy. Traci przytomność…
- Dante! Nie umieraj! Słyszysz mnie! Dante! – wrzeszczy roztrzęsiona Isabella, z trudem przepuszczając słowa przez zęby zaciśnięte ze złości. Jest zła, bo on obiecał jej, że nigdy nie opuści czarnej. A już na pewno nie opuści jej, kiedy w powietrzu będzie czuć krew demona. Litry łez leją jej się po policzkach… Ale cóż to! Białowłosy otwiera oczy!
- Wy… Wybacz mi… Miałem.. Miałem już nie wchodzić w tę formę…
- Dante… Najważniejsze jest to, że żyjesz… - wypowiedziała te słowa, po czym mocno objęła pół-demona. Przez ten czas wytworzyła się między nimi niesamowita więź… - Wybaczam ci… Rozumiem cię… W końcu prawdziwe demony są w nas samych...

sobota, 10 maja 2014

Poradniki DRAGONIC RTV AGD, część pierwsza: Smoki!

Witajcie!


Od dziś, co trzy dni, sieć sklepów DRAGONIC RTV AGD będzie publikować nowe poradniki! Na pierwszy ogień idzie tresura i łapanie smoków! W następnym numerze - gobliny i gnomy - jak się ich pozbyć! 


Będzie to krótka rozpiska w punktach. Schowaj swój miecz, nie wypychaj owcy siarką ani nie daj się zwariować tanim reklamom o pułapkach na smoki! Dziś to od nas nauczysz się, jak skutecznie złapać jednego potwora tylko dla siebie!

1. Najważniejsze jest znalezienie gada. Najlepszy będzie Norweski Bezzębny. Nie pogryzie, nie przypali, ideał! Ale jak szybko odnaleźć smoka? To niesamowicie proste! Bierzemy przypadkową mapę i zaznaczam na niej, równie przypadkowe, miejsce, a gniazdo pojawi się tam! 

2. Ze złapaniem jest troszkę trudniej… Potrzebne nam będą sztuczne włosy, suknia, mała sieć rybacka (już dzisiaj do kupienia w sklepach „Dragonic RTV AGD” za jedyne dwanaście złotych monet!). Na początku należy przebrać się za kobietę! Jeśli masz gruby, niski głos, to powinieneś zaadoptować chomika… Po ubraniu babskich fatałaszków chowamy naszą Kieszonkową Sieć KGB2000 do rękawa. Pamiętajcie o tym, że do smoka trzeba zagadać łagodnie, tekstem typu: „Cześć, przystojniaczku, wleciałeś mi w oko.” Nie kombinujmy czymś w stylu: „Twa twarz mi się podoba!”, taki podryw jest dla idiotów. Kiedy już go uwiedziecie, kliknijcie czerwony przycisk na opakowaniu KGB2000, a pułapka wystrzeli w jego stronę! Tak złapaliście smoka!

3. Kiedy już złapiecie smoka (co do baaaardzo łatwych nie należy), powinno się go udomowić! Po pierwsze: ściągnij mu kaganiec z pyska, to nie pies, a ryczeć czasem musi… Po drugie: wybuduj mu schronienie, najlepiej na drzewie, ale nie za wysoko! Nawet Podniebnik Szary powinien mieszkać na wysokości maksymalnie ośmiu metrów. Inaczej by się pozabijały…

4. Odciąć dopływ gazu, a przynajmniej jakiekolwiek dostępne jego źródła. Wiecie, smoki łatwo się denerwują, a gdy są zdenerwowane, to sam Marek Augustus, sławny trener, im nie pomoże! Złe gady są jak kobiety co 28 dni – lepiej się chować niż walczyć. A w dodatku jeszcze zieją ogniem! A gaz i ogień to nie najlepsze połączenie.

5. Karmić go mięsem z dziewic! Wiem, trudno już o takie delikatesy, coraz mniej tego na targu widać… Ale smok to jednak zwierze, a co za tym idzie – jeść musi! Dobrym zamiennikiem dziewicy byłoby mięso z królika albo kota. Pamiętajcie! Jedna kobieta jest równa dziesięciu futrzakom! Ma miesiąc powinien on zjadać jedną niewiastę. Lub dyszkę malutkich, niewinnych słodziaków… Wybieraj!

6. Uważajcie na kły i pazury! Większość z tego gatunku ma na nich truciznę, której kropla zabiłaby dziesięć osób! Nie ryzykujcie nawet najmniejszego zadrapania, może skończyć się dla was śmiercią…

7. Pamiętajcie, że wszystkie elementy można nabyć w sklepie „Dragonic RTV AGD”! Mamy sukienki za pięć miedziaków, peruki za siedem srebrników, Sieć KGB2000 za dwanaście złociszy i dziewice, czterdzieści złociszy sztuka! Najniższe ceny w królestwie! Tylko dla prawdziwych rycerzy (kobiece ubrania najczęściej kupują Austriacy), dziewice najświeższe, prosto z królewskiego dworu, najstarsze mają dwadzieścia lat! (Zwierzęta proszę załatwiać na własną rękę, nie jesteśmy na tyle bestiami, aby je sprzedawać…)

Ze względu na kryzys ekonomiczny, ceny dziewic mogą ulec zmianie. Dragonic RTV AGD życzy udanych zakupów!

czwartek, 8 maja 2014

Pokonując Demony swej duszy...

A więc zaczynamy! Jest to opowiadanie, które będzie kontynuowane w niedalekiej przyszłości.


Opowiadanie dla Izy, za to, że jakoś mnie popchnęła w stronę założenia tego bloga.




1 kwietnia 2050 roku.


- Kogo o tej godzinie niesie… - przeleciało przez myśl barmanowi, gdy zobaczył w drzwiach wysokiego mężczyznę o srebrnych włosach. Spod długiego, białego kołnierza, który nie pasował nawet do bordowego płaszcza, dało się zauważyć wpół zamknięte oczy. Powolnym krokiem podszedł do lady, po czym usiadł na krześle.
- Co podać? – spytał pracownik, sięgając z przyzwyczajenia po półlitrowy kufel.
- Poproszę deser truskawkowy… - nie zdążył dokończyć nieznajomy, kiedy przerwał mu śmiech.
- Deser truskawkowy? Phi! Może jeszcze herbatkę z cytrynką! To jest bar chłopcze! – zaczął szydzić barman, stawiając kufel tak mocno, że lekko pękło mu ucho.
- Chłopie, lepiej napij się piwa, zagraj z nami w karty, wszy… - zaczął mówić gość za plecami srebrnowłosego, lecz jemu też coś przerwało. Ale tym razem nie były to czyjeś słowa. Była to ważąca około dwóch gramów… kula z pistoletu. Mężczyzna w płaszczu wstał, trzymając pięknego Deagle 44’. Ktoś kiedyś powiedział, że gdyby Bóg nie miał piorunów, to sprawiłby sobie takie cacko. Dwanaście nabojów w magazynku, półautomatyczny. Najlepszy przyjaciel każdego włamywacza. Na twarzy nieznajomego panował całkowity spokój.
- A więc nie myliłem się, czując obecność Demonicznej Krwi w tym miejscu… - wypowiedział bez żadnych emocji, lecz widać było, że w głębi duszy się cieszy. Cieszy z tego, że zniszczy jeszcze więcej demonów. Wtem drugi gość okazał swą prawdziwą postać. Czerwone oczy spoglądały spod długich, błękitnych włosów. Między buszem na głowie można było dostrzec małe kolce. Właściwie tylko tym różnił się od zwykłego człowieka.
- Jak się zwiesz, Pogromco Demonów? – zwrócił się z niemałym szacunkiem do zabójcy jego przyjaciela.
- Ja? Dante, miło cię poznać…
- Jam jest Markusus Hidevirus V, najlepszy z Łowców w Limbo… - odrzekł stwór, po czym… znikł. Lekko zdezorientowany Dante zaczął się rozglądać po obskurnym lokalu. Nagle na jego twarz powrócił uśmiech. Wyciągnął lekko lewą rękę, po czym gwałtownie chwycił nią dłoń pokraki. Ten, stojąc za nim, niesamowicie się zadziwił.
 - Jeśli jesteś najlepszy, to mam szczęście. Nie wiedziałem, że tak łatwo pójdzie mi z pokonaniem Łowcy. Swoją drogą, następnym razem bardziej maskuj swoją Energię Duchową… - te słowa brzmiały jak szept. Zagłuszył je wystrzał z pistoletu. – To moja Irivini, w domu mam jeszcze Shinivini. A to… To mój Exequito… - dodał, pokazując wpierw barmanowi Deagle. Następnie wystawił prawą dłoń do przodu. Rozbłysło tylko żółte światło, kiedy właściciel baru miał już ostrze Zabójcy Dusz w piersi.
- Khy… Dante, kim ty do khy… Kim ty do cholery jesteś? – spytała ostatnia ofiara Pogromcy Demonów. – Żaden człowiek… Nawet Anioł nie jest… Khy khy… W stanie zabić Demona…
- Ja? Jestem tylko Niphinistro, jedyne dziecko Anioła i Demona na świecie… - odrzekł ze spokojem w głosie, zakładając pistolet za pas. Jego miecz nagle rozpłynął się w powietrzu. Obcierając rękaw z krwi ruszył ku wyjściu. – Pamiętaj, kiedy się odrodzisz, radzę Ci mieć deser truskawkowy…

***

2 kwietnia, 2050 roku.


Poranek był dosyć zimny jak na jesień. W wielkiej i akustycznej Sali można było usłyszeć dźwięk obijających się o siebie bil bilardowych. Biała stuknęła w żółtą, ta zaś wpadła do dziury.
- No dobra, powiedz mi jeszcze raz, co tu robi ta dziewczyna? – spytał zdenerwowany lekko Dante, wskazując na Isabellę, szesnastoletnią dziewczyną chodzącą po pokoju.
- To medium… Wiesz co to oznacza, prawda? Potrafi przeniknąć z tego świata do Limbo. Ty też już tam kiedyś byłeś… - odrzekł mężczyzna, koło pięćdziesiątki, właściciel apartamentu. Nazywał się Antonio, pochodził z Hiszpanii, do Ameryki trafił ze swoimi rodzicami, w ucieczce przed prześladowaniem w roku 2009. Mieszka tu już 41 lat.
Lecz czym jest Limbo? To świat alternatywny, to tam demony przechodzą na naszą stronę. Dante już raz był po tamtej stronie. Trzy lata temu, kiedy osiągnął tą magiczną granicę pełnoletniości, miał wypadek samochodowy. Jego ciała nie znaleziono jednak we wraku auta, któro wylądowało na drzewie przy szosie. Pewien Anioł, który został wysłany Limbo za karę, wciągnął go tam. Gdy ten się obudził, zobaczył niebiańską istotę siedzącą na kamieniu, nad jakąś przepaścią. W oddali słychać było ryki, coś jakby płacz pełen nienawiści, zła.
- Obudziłeś się już… - rzekł wybawiciel Dantego. Jego głos był łagodny, niesamowicie czysty i przyjemny.
- Gdzie ja jestem? Dlaczego mnie uratowałeś? Kim TY jesteś?! – zaczął zasypywać pytaniami całkowicie rozkojarzony dwudziestolatek. Anioł zaczął opowiadać mu swą historię. O tym jak został posądzony o zdradę, wysłany do Limbo i o tym, jak potrafi przeciągać ludzi na drugą stronę. Lecz skończmy z takimi wspominkami! Wróćmy do teraźniejszości.
- Czemu nie jest z rodziną? – spytał białowłosy, odkładając kij do bilardu.
- Rodziną? To tak, jakbym ja zapytał Ciebie, czemu nie jesteś z matką lub ojcem. Ona nie ma nikogo…
- Skąd ją zabrałeś? – wypytywał Dante, wciąż obserwując dziewczynę włóczącą się po pokoju.
- Trafiłem na nią przypadkiem. Wczoraj, kiedy wracałem ze sklepu, usłyszałem wołanie o pomoc z bocznej uliczki. Zanim tam dobiegłem, Isabella wyskoczyła jak poparzona. Zaraz za nią biegli Traperzy, nie miałem więc problemów z pokonaniem ich. Dwa celne rzuty i już padali pod ciężarem moich noży. Ta czarna od razu się do mnie przyczepiła… Nie mogłem jej tak zostawić…
- No dobra, niech będzie… Ty, młoda! – podniósł lekko głos białowłosy. – Czuj się tu jak u siebie, ale pamiętaj, jak będziemy pracować, to staraj się nie wtrącać…
- T-tak, proszę pana! – odrzekła Isabella z lekkim strachem.

-Tylko nie „proszę pana”, tylko nie to… Mów mi Dante…

Za poświęcenie czasu i przeczytanie dziękuję, krytykę przyjmuję na klatę, ha!

Jakieś pierdoły, czyli kim tak właściwie jestem...

Witam, witam i jeszcze raz witam... 


Nie będę ukrywał, to nie jest moje pierwsze spotkanie z blogami, lecz jest to jedyny z nich, przy którym pozostanę na jakiś czas.

Kimże jesteś? - zapytacie.

Jam jest Zadziewiczacz, chłopiec, który lubi pisać... Krótkie, brązowe włosy, piwne oczy, 179 cm wzrostu, czego chcieć więcej? Nie jestem jakimś niesamowitym pisarzem, grafikiem, umysłem ścisłym... Jestem kolejnym szarym dzieciakiem wędrującym po tym brutalnym świecie. Wiele mógłbym dać za jakiś talent, niestety - nikt mnie nie chce w tej sprawie wysłuchać. 

Dlaczegoż to masz zamiar pisać opowiadania? - zapytacie.

Piszę, bo lubię, to mnie uspokaja, daje mi siłę do czegokolwiek, pozwala na chwilę oderwać się od problemów, które każdy z nas posiada. Kiedy na niebie pojawiają się czarne chmury, jak jest rewelacyjna pogoda, w smutny dzień, gdy jestem wesoły, wszystkie z tych chwil są dobre do pisania!

Co to za powieści! Już ma babka lepiej pisze! - powiecie.

Wiem. Nie ukrywam tego, że pisarz ze mnie, jak z ogrodnika malarz, ale ta stronka będzie mi raczej służyła za "przechowywalnię" tekstów, do których każdy, kto zainteresowany, będzie miał dostęp...

Zaczarowałeś nas, kmiocie, lecz cóż to za blog, który roli bloga nie pełni? - zapytacie.

Szczerze? Byłem jakoś sceptycznie nastawiony do tego. No dobra, "sceptycznie" to trochę za ostre słowo. Powiedzmy, że taka forma "rozrywki" jest mi lekko obojętna. Czasem coś skrobnę w tym Wordzie, szkoda, żeby się zapodziało, a na dysku nie mam już miejsca na kolejne prace. Jak mówiłem, to będzie tylko archiwum z moimi pracami, komentarze będę traktował jak zwykłe notatki do opowiadania. 

Pokaż co potrafisz, chłopcze, a my już sprawdzimy, czy się nadajesz... - powiecie.

Opowiadania będę zamieszczał co jakiś czas. Nie będą to idealne odstępy czasu. Raz może być codziennie - drugi raz co rok. Nie obiecuję, że będę publikował na bieżąco, ale zapewnię tylko jedno - nie przestanę pisać. Jeśli nie będzie mnie przez miesiąc - spokojnie! Wrócę z jeszcze większą dawką opowiastek. Niektóre humorystyczne, inne dramatyczne, za romans nawet nie zamierzam się zabierać... 

Pierwsze opowiadanie powinno pojawić się dzisiaj wieczorem/w nocy, czekajcie, a będzie wam dane!

„Nie ma nic lepszego niż przyjaciel, oprócz przyjaciela z czekoladą.” Linda Grayson.